Obsypany nagrodami film Kazimierza Kutza pt. "Pułkownik Kwiatkowski" to z pewnością wydarzenie artystyczne dużej rangi, a także przednia próbka nie znanej strony talentu twórcy "Soli ziemi czarnej". Już w rok wcześniejszej komedii pt. "Zawrócony" Kutz pokazał, że potrafi śmiać się z rzeczy ponurych i złowrogich, nie przekraczając przy tym granic dobrego smaku. W "Pułkowniku..." umiejętność tę jeszcze wydoskonalił.
Akcja filmu rozgrywa się w ciągu kilku miesięcy 1945 roku. Tytułowy bohater, lekarz wojskowy, operuje w koszarowym szpitalu na Ziemiach Zachodnich Kiziora, pułkownika UB. W nagrodę za udany zabieg Kwiatkowski otrzymuje tygodniowy urlop. Wraz z przyjacielem jedzie wyszabrowaną ciężarówką do Warszawy. W ruinach swojego domu spotyka sąsiadkę sprzed wojny, Krysię i natychmiast się w niej zakochuje. Zaprasza dziewczynę na bal do ocalałego hotelu "Polonia" i tam, po awanturze z rosyjskim oficerem, chcąc ratować skórę, udaje wysoko postawionego pułkownika UB. Mistyfikacja okazuje się na tyle udana, że nabierają się na nią nie tylko rosyjscy i polscy oficerowie, ale również matka młodego, aresztowanego AK-owca. Prosi rzekomego pułkownika o interwencję. Chcąc zaimponować Krysi i zdobyć jej serce, Kwiatkowski postanawia zagrać va banque. Przy pomocy przyjaciela i jego kolegów zdobywa samochody i broń. Pozorując inspekcję z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, uwalnia AK-owca. Po tym sukcesie postanawia dalej udawać ubeckiego dygnitarza-kolegę ministra Radkiewicza-i rusza przez Polskę w stronę czeskiej granicy. W czasie tej wariackiej przygody, składając "niespodziewane wizyty" w różnych placówka UB i wykorzystując głupotę, pieczeniarstwo i tchórzostwo nowych stróżów władzy-uwalnia wielu więźniów politycznych. Udaje mu się również nie dopuścić do wywozu przez Armię Radziecką polskich dzieł sztuki. Kiedy już wydaje się nietykalny, zostaje jednak przypadkowo zdekonspirowany przez pułkownika Kiziora. Ten, ze względu na dług wdzięczności, traktuje go wyjątkowo łagodnie i podtrzymuje dawną propozycję-wstąpienia do UB. Alternatywą jest wieloletnie więzienie...
Mimo że rozgrywa się w tragicznych czasach, film Kutza tchnie niekłamanym komizmem. Reżyser w mistrzowski sposób cieniuje humor, dzięki czemu widz śmieje się nawet wówczas, gdy akcja przenosi się do katowni UB, więzień czy gabinetu diabolicznego Mieczysława Moczara. Koniec zabawy wprawdzie jest raczej gorzki, lecz zakończenie "Pułkownika..." pozostaje otwarte. Nie burzy jednoznacznie nastroju, daje nadzieję. Kutz zrobił komedię przewrotną i inteligentną, serwując widzom jednocześnie uśmiech na twarzy i ponure mrowienie w duszy. Dopomógł mu w tym znakomity scenariusz, napisany zresztą na podstawie wydarzeń autentycznych, i popisowe aktorstwo, zwłaszcza odtwórcy głównej roli Marka Kondrata.